|
Wojna wybuchła 1 września 1939r. Skończyłam 13 lat 9 września, to sie bocy syćko. Pierwszy niemiec przejechoł przez wieś na motocyklu. Rodziny sie schodziły grupkami zeby uciekać, ale gdzie? Z powrotem powrócili do swoich domów, tak zostali na swoim. Miałam swoje lata jak należałałam na roboty dla niemców. Mało sie spało w domu, była tułącka po lasach. Lato było ciepłe ale zima... myśleć sie nie chce. Przyszłymy z siostrą do chałupy, mama dała nom jeść, był moskol i corno kawa do popicio. Tego nie zabocym, mama zaparła drzwi to było bezpiecznie. Za chwile coś puko, mama poszła otworzyła drzwi a tu drewnioki, tak nazywali policje w tych czasach. Niemieckich. My sie cynsto pieknie przelękły co przecież wcom, abo z cym chodzą, zaczęli godać nie bójcie sie, jecie bo nic wom nie zrobimy. To chodzili po chałupach gdzie są młodzi, to byli pewni gdzie pukać jak łapanka, młodzi uciekali, z domów zabierali starych. Tate wzięli 2 razy za mnie, ale z Krakowa go puścili, mioł duze lata. We wsi porobili dziesiętników, brali udział w łapance. W tym czasie gdyby niemiec zginął to by za niemca zginą dziesiętnik. A za tę wojnę też była partyzantka, wszystkiego my spróbowali, przymusowo nas wozili do Trybsza na okopy. Za niemców furmanka nas odwoziła, a wieczór po nas przyjeżdżała, brali też w głąb polski na okopy, przeważnie chłopów z naszej wioski: Franciszek Babiarz, Franciszek Stokłosa, Józef Bafia, nad nami stał niemiec, nie dał odpoczywać stale krzycoł arbait!
Ojcowie w czasie II wojny za niemców jeździli za chlebem w głąb polski, kupowali żyto, pszenice i mleli na mąke, były takie młynki ręczne, chodziło sie i mleło. Inną żywność też kupowali, u nas były takie lata, nie było urodzaju na grule, to musieli jeździć. Po pociągach były kontrole to też odbierali żywność, policja była gorsza od niemców, Polak Polaka bił taka prawda. Tata jeździł z niemcami z Głodówki po żywność dla Niemców do tego był kurierem. Było ich czterech we wsi: Franciszek Budz, Wiktoria Bigos, Franciszek Grzeszczak i Stanisław Grzeszczak a trzech było z Zakopanego: Andrzej, Maria i Józef Krzeptowscy. To był tajemniczy kontakt dobre smutne warunki tajemnicze, jak trzeba było przeprowadzić emigrantów na Słowacje był tata. Przyprowadzili do nos na to sie nie spostrzegli niemcy, była bardzo skromna chałupa. Dotarli do nos, spali na sianie. Rano przyszli do kuchni, tata im godoł, ze pójdzie córka z wami do wrzęka. Idź duzo dalej od tych panów, jak byś szła razem a patrol niemiecka by was spotkała to by wos legitymowali był by kłopot. Miałam szyczęście, wieczór tata poszedł z nimi za zieloną granice, był przysłop albo zdźiar, tam czekali kurierzy odbierali ich w swoje ręce na Węgry, tata dzięki Bogu mioł szczęście, ani razu nie wpadł w ręce niemcom ani słowakom. Drogi miał swoje wybrane. Jak wrócił do chałupy to opowiadoł jak sie im szło.
Ostatni raz przysło trzech emigrantów. Tata znów ich przeprowadził na Przysłop czy Zdziar, nie mieli scenścia nie miał ich kto odebrać to już było pod sam koniec wojny, z powrotem wrócili do nas, wyspali sie na sianie i wczesnym rankiem pośli do Zakopanego. Tata duzo później pojechał za nimi ze syćkimi dokumentami, prosili tate żeby je doręczył bo wiedział gdzie. Na Bukowinie zatrzymała tate patrol niemiecka, pytają gdzie jedzie co wiezie. Tata goda ze nic nie wiezie te dokumenty były w kocu owiniente co sie konia okrywało, Miał tata szczęście gdyby znaśli toby cała rodzina zgineła w obozie były by tortury, Boze miałeś nas w swojej opiece. Kie tata mamie opowiedział jak wrócił do chałpy my tez słuchali mama rence załamała powiedziała „doś tego bo zginiemy gorse dzieci”. Troche mi sie przybocyło, wiecór po godzinie dziewionty nie było wolno sie szwendać po drodze. Jak złapała patrol niemiecka brali na strażnice na Głodówke. Dziewczyny przebierały grule był duzy zapas zagnity, chłopcy drzewo rąbali. Gdy złapali szmugli to brali na strażnice bili i znencali sie. Okna musiały być w każdym domu czarnymi papierami zasłonięte taki był prykaz. Nie wolno było nic zabijać wyznaczali na spęd ile takich rodzin było że ostatnią krowe zabrali. Ludzie chodzili z prośbą do wójta Pukańskiego do Białki że bieda że im nic nie zostanie Wójt odpowiedział „żebyś tylko koze chowoł” więc nie wyszło mu na dobre partyzantka go załatwiła na własnym podwórku. Brzegi była to ostatnia wioska pod górami róźni ludzie przechodzili za granice do Słowacji i dali, była partyzantka szmugle z nasy wioski nik nie zginoł w obozie tylko co byli złapani do niemiec na roboty wszyscy wrócili do rodzin z powrotem.
Tak było oddawali ojcowie bydło na spęd i mleko do mleczarni po jednym litrze w każdy dzień w zależności ile miał jeszcze krów. Mleczarnia była we wsi, a bydło nie pamiętam gdzie odwozili. wypłata była różna, po parę centymetrów materiału trochę pieniędzy była też i wódka. Mieliśmy przydział chleba po kilogramie na głowe na tydzień, był taki że się nie dało kroić tak się sypał był z mąki kasztanowej (dykstryny). Była też rzadka marmolada z czerwonych buraków. Chodziło sie po ten przydział do Bukowiny do Walosa (tak sie nazywał ten gazda) Nie bocem cy my dostawali taki przydział cukier, mąke na Aukał (aus kauf) Za jakiś czas przenieśli do Brzegów do sołtysa Wojciecha Czernika to blisko było. W naszej wsi tak my dostawali cukier mąke marmulade po kilogramie ale ten przydział nie był często. Była do tego władza kościelna było sprawnie dzielone ale nie długo, nie dali ludziom to partyzantka zrobiła porządek sprawiedliwie : co było pod ręką zabrali , rodzina sołtysa nie miała głosu . Pytali sie też o tego co miał mleczarnie mieli go tyz odwiedzić wyszło to na jaw. Gdy był juz przełom jak wojsko ruskie wkroczyło ze Słowacje do Jurgowa znów nas wyganiali ruski drogi odśnieżać. Śniegi były duze stale sypał śnieg każdy miał miejsce wyznaczone od stołba do stołba to znaczyło od słupa do słupa. Zima dawała sie we znaki , tabory jechały jeden po drugim ciągły woły, były ogromne wojska, szło ich bardzo dużo że jest o czym wspominać. Oby my sie nie doczekali takich czasów.
Wojna wybuchła 1 września 1939r. Skończyłam 13 lat 9 września, to sie bocy syćko. Pierwszy niemiec przejechoł przez wieś na motocyklu. Rodziny sie schodziły grupkami zeby uciekać, ale gdzie? Z powrotem powrócili do swoich domów, tak zostali na swoim. Miałam swoje lata jak należałałam na roboty dla niemców. Mało sie spało w domu, była tułącka po lasach. Lato było ciepłe ale zima... myśleć sie nie chce.
|